wtorek, 1 grudnia 2015

Mając mało czasu stać mnie na dużo więcej!

Wielu z Was zapewne czasami narzekało na brak czasu na to, żeby zacząć ćwiczyć lub na to aby chociażby sprzątnąć swój pokój. Bez bicia się przyznam, że Ja też jeszcze do niedawna narzekałam na zbyt małą ilość godzin w ciągu dnia. Oczywiście mogłabym siedzieć po nocach i nadrabiać to czego nie zrobiłam w ciągu dnia ale po co? Przecież można czas w ciągu dnia zorganizować tak, żeby później można było pójść spać bez wyrzutów sumienia...

Pamiętaj, że zanim jeszcze mój ojciec opuścił rodzinę narzekałam na to, że nie mam czasu na to czy tamto. Dodam jeszcze, że był taki czas gdzie nie chodziłam do pracy i jedynym moim zmartwieniem były studia i to zaoczne oraz basen i siłownia w dni powszednie. Dodatkowo nie miałam pasji takiej jak blog. Oczywiście zrobiłam wcześniej dwa podejścia, żeby go założyć ale po miesiącu usuwałam wszystkie notki i było koniec. Pierwszego mojego bloga założyłam w wakacje między drugą, a trzecią klasą w szkole średniej. Po miesiącu usunęłam go bo stwierdziłam, że nie mam czasu bo przygotowania do egzaminu dojrzałości mnie czekają i chodzę na prawko więc dałam sobie z tym spokój. Następnego założyłam będąc na pierwszym roku studiów ale znowu to samo. Tym razem usprawiedliwiłam się tym, że sesja i w ogóle. Po prostu lenistwo, a nie żadna sesja czy prawko! Tego bloga mam już około 5 miesięcy i nadal się nie poddałam. Baaa... Założyłam go w najgorszym momencie mojego życia bo dwa tygodnie po tym jak ojciec z domu odszedł. 

Nie usprawiedliwiam się żadnymi sesjami ani brakiem czasu. Na chwilę obecną studiuję, pracuję, bloguję i pomagam w domu na ile to możliwe. Oczywiście, że zrezygnowałam z ćwiczeń ale podejrzewam, że gdybym chciała wiem, że znalazłabym chociaż te 15 minut co drugi dzień, żeby poćwiczyć. Odkąd wyprowadził się mój ojciec wiem, że mogę więcej. Każdego dnia staram się dawać z siebie najwięcej bo wiem, że kiedyś może dzięki temu osiągnę sukces. Z dnia na dzień nie czuję się słabsza i zmęczona bo słabość siedzi tylko i wyłącznie w mojej głowie i uparcie próbuje mnie ciągnąć na dno. Taka jest prawda, że z jednej strony dziękuję ojcu za to, że odszedł bo dzięki temu mogłam rozpocząć walkę z sobą i swoimi słabościami. Mogłam w końcu zacząć wymagać od siebie więcej bo wiem, że mnie na to stać. Nie oznacza to, że się niczego nie obawiam. Oczywiście, że chwilami ogarnia mnie strach, że nie poradzę sobie z tym wszystkim. Boję się, że znowu zrezygnuję z prowadzenia bloga bo sesja nadejdzie i pracę inżynierską trzeba będzie zacząć pisać i kiedy Ja na to znajdę czas? 

No właśnie i to jest to o czym wspomniałam już na samym początku wpisu. To jest ten cholerny głos, który siedzi w mojej głowie i usilnie próbuje mi wmówić, że jednak nie dam rady. Dlatego staram się niwelować ten głos i iść wytyczonymi sobie ścieżkami. Wiem też, że jak skończę studia będę miała o wiele więcej cennego czasu na prowadzenie bloga przez co będę mogła w końcu ruszyć z kopyta. W końcu to studia troszeczkę mnie ograniczają ale jak nie Ja to kto? Kto jak nie Ja sama będzie we mnie wierzył i mi kibicował? Możesz mi wierzyć lub też nie ale każdy na pewno znajdzie chociażby te 15 minut w ciągu dnia. Jedynie trzeba sobie go po prostu umieć je dobrze wygospodarować. Ja zauważyłam też, że im więcej rzeczy mam na głowie tym jest większe prawdopodobieństwo, że wszystko zrobię co zaplanowałam wykonać w ciągu dnia. Dlatego zanim powiesz, że nie masz na nic czasu zastanów się nad tym dobrze kilka razy. Być może w pobliżu Ciebie są osoby, które mają od Ciebie zdecydowanie gorzej i nie narzekają tak jak Ty...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak już tu wszedłeś to zostaw po sobie mały ślad.
Będzie mi miło. :-)