środa, 25 października 2017

Tradycyjna golarka vs laserowe usuwanie owłosienia?

Jakiś czas temu odwiedziłam gabinet depilacji laserowej Depilacja.pl w Bydgoszczy, w którym to poddałam się trwałemu usunięciu niechcianego owłosienia z łydek. Powiem szczerze, że dość długo zwlekałam z podjęciem tej decyzji. Miałam wiele obaw, a mianowicie bałam się zaczerwienienia skóry, poparzenia, a najbardziej bólu. Dlatego jeżeli podobnie jak ja zastanawiasz się, czy warto zdecydować się na depilację laserową to zapraszam do przeczytania wpisu, który mam nadzieję rozwieje Twoje wszystkie wątpliwości.

Depilacja laserowa jeszcze kilka lat wstecz nie była tak popularna jak teraz. Zresztą same zabiegi nie były w tak przystępnych cenach, a co za tym idzie - nie każdy mógł sobie na takie luksusy pozwolić. Obecnie jest to tak popularne jak pójście do kosmetyczki na przedłużanie paznokci. Ja osobiście dość długo zastanawiałam się nad tym, żeby się w końcu na niego zdecydować. Szczególnie od tego pomysłu odwodziła mnie rodzina argumentując, że jest to niebezpieczne dla zdrowia, niezdrowe i jeszcze wiele innych gorszych rzeczy. Jednak zamiast słuchać się rodziny wzięłam sprawy w swoje ręce i przede wszystkim zaczęłam dużo czytać. Jak taki zabieg wygląda, ile trwa na daną partię ciała, jak wygląda pielęgnacja skóry po i jakie są przeciwwskazania do jego wykonania. Jeżeli nie mogłam znaleźć interesującej mnie informacji to pytałam o każdą drobnostkę tuż przed zabiegiem w gabinecie Depilacja.pl. Pani Patrycja cierpliwie odpowiedziała na każde moje pytanie. Generalnie jeszcze przed umówioną wizytą dostałam ważne wskazówki na maila, czego nie powinniśmy robić kilka dni przez zabiegiem. 

Przede wszystkim tydzień przed powinno się odstawić środki silnie nawilżające. Nie wolno także depilować skóry woskiem, ponieważ ją podrażnimy. Zamiast tego powinniśmy użyć zwykłej golarki. Warto również zwrócić uwagę na to, czy partia ciała, którą chcemy wydepilować nie jest nadmiernie przesuszona. Jeżeli jest to może się zdarzyć, że zabieg może być dla nas nieco boleśniejszy. Oczywiście należy się spodziewać, że nie każdy może się poddać zabiegowi depilacji laserowej. Przeciwwskazaniem do jego wykonania jest przede wszystkim ciąża, karmienie piersią, a także choroba nowotworowa. Tuż przed zabiegiem została przeprowadzona ze mną ankieta i jak wiadomo należy zawsze odpowiadać z prawdą, ponieważ gabinet nie ponosi później odpowiedzialności za ewentualne komplikacje po zabiegu. Po załatwieniu wszystkich spraw papierkowych usadowiłam się wygodnie w fotelu po czym Pani Patrycja od razu przeszła do rzeczy. Pierwszą czynnością jaką wykonała było podzielenie skóry na łydkach białą kredką na kilka partii, żeby niczego nie pominąć. Następnie laserem diodowym LightSheer Duet hest zaczęła zasysać skórę na nogach. 

W czasie tego zasysania można było poczuć delikatne ukłucie. Generalnie cały zabieg jest do wytrzymania i na same łydki trwa zaledwie 30 minut. Dlatego polecam go szczególnie osobom równie niecierpliwym jak ja. Po zabiegu dostałam również wskazówki jak należy postępować po samym zabiegu. Generalnie, żeby na stałe pozbyć się owłosienia z depilowanego laserowo miejsca wystarczy około 6-8 zabiegów, które są wykonywane w odstępach co 6 tygodni. W sumie byłam trochę w szoku, ponieważ myślałam, że zabieg depilacji będzie wykonywany średnio raz w tygodniu. Od mojego pierwszego zabiegu minęły już ponad 2 tygodnie i już zauważyłam pierwsze zmiany, o których zostałam poinformowana podczas mojej pierwszej wizyty w gabinecie. Przede wszystkim zauważyłam to, że włoski na nogach odrastają znacznie wolniej, a także zaczęły pojedynczo wypadać. Oczywiście jestem dopiero po pierwszym zabiegu, ale jak na razie jestem zadowolona. Zaczerwienienie po zabiegu było minimalne, ale i tak najbardziej ciekawi mnie efekt końcowy po serii zabiegów. :-)

Wraz z Depilacja.pl mamy dla Was ekstra niespodziankę, a mianowicie przygotowaliśmy konkurs, w którym do wygrania są aż 3 nagrody. Zadanie polega na wymyśleniu ciekawego i kreatywnego hasła dotyczącego depilacji laserowej. Najciekawsza odpowiedź, czyli miejsce pierwsze otrzyma od nas voucher na darmowy zabieg. Natomiast miejsce 2 i 3 otrzyma zniżkę 100 zł na zabieg. Dana osoba może dodać komentarz tylko jeden raz. Komentarze możecie dodawać pod tym wpisem lub na Facebooku na moim fp pod nazwą Monaries pod przypiętym na górze strony zdjęciem z zabiegu. Zachęcam również do polubienia strony Depilacja.pl i Monaries na Facebooku. Konkurs trwa do 20 listopada 2017 roku do godziny 22:00. 



























poniedziałek, 2 października 2017

Wycieczka szkolna do Londynu - sposobem na naukę języka angielskiego.

Czy miewasz czasami momenty, w których to masz ochotę cofnąć się w czasie i wrócić ponownie do szkolnej ławki? Z perspektywy czasu nawet pisanie sprawdzianów i prac klasowych nie wydaje się takie straszne w porównaniu z problemami życia dorosłego. Jednak dzisiejszy wpis będzie o tym za co szkołę kochamy lub kochaliśmy niegdyś najbardziej, czyli wycieczki szkolne.

Czasami szczerze zazdroszczę tym co chodzą jeszcze do szkoły. Poważnie! Jeszcze nie tak dawno mi samej spieszyło się do dorosłości, a teraz szczerze mówiąc mam jej po dziurki w nosie. Jednak dzięki wycieczkom miło jest powspominać na stare lata okres szkolny i to dzięki nim większość osób integruje się ze sobą. Dlatego jeżeli ktoś uważa, że są one zbędne i mogłoby ich w ogóle nie być to jest w wielkim błędzie. Ja osobiście nigdy nie miałam możliwości jechać na wycieczkę szkolną za granicę, ale wiem, że takowe są organizowane. Miejscem, do którego najczęściej wychowawcy organizują zagraniczne wycieczki szkolne jest Londyn. Nie trudno jest się domyślić dlaczego, ale od początku. Jak dobrze wiemy Londyn jest stolicą Wielkiej Brytanii i Anglii, a co za tym idzie jest również największym miastem Unii Europejskiej. To właśnie tam znajduje się mieszanka różnych kultur i religii. Jest to również miasto posiadające bardzo bogatą historię ale także wiele ciekawych miejsc wartych naszej uwagi. 

Jednym z wielu takich miejsc jest z pewnością Pałac Buckingham, który jest oficjalną londyńską rezydencją brytyjskich monarchów. To tam odbywają się wszelkie uroczystości państwowe, a także oficjalne spotkania głów państw. Od 1992 roku można odpłatnie zobaczyć część pałacu Buckingham, która została udostępniona specjalnie dla osób zwiedzających. Kolejnym ciekawym miejscem w Londynie jest London Eye, czyli tak zwane Londyńskie Oko znajdujące się na południowym brzegu rzeki Tamizy. Koło ma wysokość 135 metrów, a jego pełny obrót trwa około 30-40 minut. W tym czasie spokojnie możemy podziwiać przepiękne widoki z góry. Jeżeli jesteś osobą, która chciałaby zobaczyć z bliska znane osoby to jest również na to sposób. W Londynie istnieje Muzeum Figur Woskowych, w którym możemy obejrzeć znane osoby z różnych dziedzin w ich naturalnych wielkościach. To miejsce powinno przypaść do gustu szczególnie dzieciom. W końcu fajnie będzie zrobić sobie zdjęcie z gwiazdą z czerwonego dywanu prawda? Zabytek, który również obowiązkowo powinien być częścią szkolnej wycieczki to Big Ben. 

Z tego co wiem to nie ma chyba osoby, która nie znałaby tego słynnego zegara z ogromnym dzwonem. Samo wrażenie robi już jego wielkość. Bowiem Big Ben ma wysokość 96 metrów, a średnica tarczy zegarowej ma aż 7 metrów. Ciekawostką jest również to, że na wieżę prowadzą spiralne schody liczące łącznie 334 stopnie! Oczywiście w trakcie zwiedzania warto się również udać do typowej londyńskiej restauracji, w której zjemy słynną w tamtym rejonie potrawę jaką jest fish and chips. Z tym, że frytki muszą być grube, a ryba smażona w panierce na głębokim oleju. Jest to rzecz jasna bardzo kaloryczna potrawa, ale raz na jakiś czas nikomu przecież jeszcze nie zaszkodziło. Jednak największym atutem w czasie wycieczki powinna być możliwość doszlifowania języka angielskiego, który jest najpopularniejszym językiem na świecie. Oczywiście przy okazji może warto byłoby pomyśleć nad zapisaniem się na warsztaty językowe w Londynie. Może taka wycieczka szkolna to początek do pójścia o krok dalej niż inni? Z pewnością język angielski przyda się nie tylko w pracy, ale również podczas wykonywania innych czynności. :-)










niedziela, 10 września 2017

Wszystko co piękne, szybko się kończy...

Jakiś miesiąc temu wraz z narzeczonym spędziliśmy kilka dni nad Polskim Morzem. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że ostatni raz wspólnie na wakacjach byliśmy pięć lat temu. Jeszcze jak studiowałam powtarzałam sobie, że w nagrodę za ukończone studia wyjedziemy gdzieś dalej. Najlepiej na Majorkę lub Dominikanę, ale tak się nie stało. Mimo to i tak jestem wdzięczna za te 4 wspólnie spędzone dni, kiedy mogliśmy pobyć tylko we dwoje. 

W tym roku postawiliśmy na Władysławowo. Po pierwsze nigdy tam nie byliśmy, a po drugie większość osób sobie je chwali. W dniu naszego przyjazdu okazało się, że doba zaczyna się od godziny 14:00, a mój narzeczony był pewien, że od 10:00. Na miejscu byliśmy około 11:00, ale z racji tego, że nasz pokój był jeszcze nieposprzątany po poprzednich lokatorach postanowiliśmy się trochę rozejrzeć po okolicy. W trakcie zwiedzania Mateusz był strasznie rozczarowany i jego zły humor zaczął udzielać się również mi. Nie tak wyobrażał sobie to miejsce. Mało budek z pamiątkami, stare i zniszczone kamienice i na koniec podsumował, że widoki podobne do zwykłego miasta. Z jednej strony byłam na niego zła, że w dzień przyjazdu mówi mi coś takiego i psuje mi humor, a z drugiej było mi bardzo przykro, że nie widzi nawet jednego plusa z pobytu tutaj. Dla mnie najważniejsze było to, że spędzimy ten czas sami, nie martwiąc się o nic. Następnego dnia postanowiliśmy zapuścić się nieco dalej. W końcu Ci co sobie tak Władysławowo chwalą muszą w końcu w nim coś widzieć. Udaliśmy się więc na wieżę widokową w Domu Rybaka, gdzie przeszliśmy 9 pięter na pieszo, żeby zobaczyć całe Władysławowo z góry. 

Powiem Wam, że mimo zmęczenia i potu było warto. Widoki piękne, a dodatkowo wrzuciliśmy grosz na szczęście do maszynki, w której moneta kręciła się wokół zanim wpadła do środka. Chwilę przed naszym wejściem mocno się rozpadało. Tego samego dnia poszliśmy również do wesołego miasteczka, które widzieliśmy w oddali z naszego pokoju. Chcieliśmy sobie oboje na stare lata zaszaleć, ale niestety z racji deszczowej pogody daliśmy sobie spokój z tym pomysłem. Baaa... Tego samego dnia doszliśmy nawet do centrum miasta, gdzie Mateusz w końcu odnalazł te swoje budki przepełnione po brzegi pamiątkami i niezdrowym żarciem. Pomimo niesprzyjającej pogody drugi dzień zaliczam do udanych. Trzeciego dnia jak tylko wyszło słoneczko wybraliśmy się na plażę. Jak typowy Janusz z Grażyną kupiliśmy parawan i odgrodziliśmy się od reszty ludzi. Nie było w sumie okazji, żeby się dobrze opalić, ponieważ Mateusz potrafi wysiedzieć na plaży maksymalnie 2-3 godziny. Zaczęliśmy więc oboje szukać w piasku muszelek, żeby Mati do końca nie zanudził się na śmierć. Po wyzbieraniu chyba większości muszelek wokół podnieśliśmy szanowne cztery litery i ruszyliśmy do pokoju. Jakoś nas to opalanie tak zmęczyło, że po powrocie położyliśmy się spać. 

Tego dnia prócz opalania nie robiliśmy nic niezwykłego, a byliśmy zmęczeni jak po jakimś maratonie. Dzień przed wyjazdem był dniem równie intensywnym co dzień drugi. Poszliśmy na miasto, żeby zakupić pamiątki dla bliskich. Przy okazji przeszliśmy się Aleją Gwiazd, a kawałek dalej trafiliśmy na chatkę do góry nogami. Mati po wejściu do niej był lekko przerażony, ponieważ ciężko mu było złapać równowagę przy chodzeniu i oglądaniu domku od środka. Jednak z drugiej strony widać było, że sprawiło mu to wielką frajdę - po prostu przez chwilę mogliśmy poczuć się jak dzieci. Na koniec po udanych zakupach poszliśmy do restauracji, w której zjedliśmy przepyszną rybkę. W końcu to wielki grzech być nad Morzem i nie zjeść ryby. Ogólnie pobyt zaliczam do udanych. Jedynym minusem była lokalizacja w jakiej znajdował się nasz nocleg - był trochę za daleko od głównego deptaka. Jednak ciężko miesiąc przed urlopem znaleźć coś co ma przystępną cenę i jest niedaleko od Morza. Ludzie zaczynają już w lutym powoli rezerwować noclegi na lato. Dlatego jeżeli zdecydujemy się na przyszły rok jechać ponownie do Władysławowa to z pewnością już na początku roku zaczniemy szukać noclegu, a jak minęły Wasze wakacje? :-)