czwartek, 25 maja 2017

Kapsułki do prania czy zwykły proszek?

Dla niektórych z nas wybór środków do prania jest dużym wyzwaniem. Tak naprawdę najważniejsze jest to, aby wybrany przez nas produkt przede wszystkim dobrze radził sobie z plamami, nieprzyjemnym zapachem i co najważniejsze - nie uczulał. W moim przypadku to ostatnie stanowi dla mnie nie mały problem, ponieważ większość środków piorących zostawia po sobie ślad na mojej wrażliwej skórze. Jednak całkiem niedawno poznałam nowy produkt, który sprawdził się w 100%. Dlatego postanowiłam, że podzielę się z Wami swoimi wrażeniami.

Produktem, który chciałabym Wam dzisiaj przedstawić są kapsułki piorące Vizir 3-in-1 Pods, które otrzymałam w ramach testów od portalu EverydayMe. Do końca całej akcji pozostało niewiele czasu, a po moim opakowaniu z kapsułkami nie ma nawet śladu, ponieważ u mnie w domu pralka pierze praktycznie codziennie. W ramach testów otrzymałam do swojego użytku jedno opakowanie Vizir Alpine Fresh, przewodnik projektu, a także książeczkę z badaniem opinii. Natomiast do podarowania rodzinie i znajomym miałam ulotki, których niestety nie znalazłam w kartonie i 20 pojedynczych opakowań z kapsułką Vizir Alpine Fresh. W czasie trwania akcji rozdałam je wśród znajomych i rodziny do przetestowania. Wróćmy jednak do tematu dzisiejszego wpisu. Kapsułki Vizir przypominają małe poduszeczki, które wrzucamy razem z ubraniami do bębna pralki. W przypadku proszku i płynu do płukania mielibyśmy już brudną kieszonkę. 

Kapsułka piorąca Vizir całkowicie rozpuszcza się w praniu i pozostawia po sobie jedynie świeży i przyjemny zapach. Jednak zanim kapsułki wyszły na rynek moja mama używała proszku Vizir, ponieważ nie uczulał i doskonale radził sobie z większością plam. W przypadku kapsułek nie mogło być przecież inaczej. Dodatkowym atutem kapsułek jest to, że nie ma potrzeby kupować ich osobno do białych i kolorowych ubrań jak to trzeba robić w przypadku proszków do prania. Kapsułka Vizir nadaje się do praktycznie każdego koloru. Oszczędzamy przy tym pieniądze, a przede wszystkim miejsce w łazience. Jedna kapsułka wystarcza, żeby wyprać do 5 kg ubrań. Opakowanie, w którym znajduje się 17 sztuk kapsułek to koszt około 20 zł. Można więc powiedzieć, że za większą złotówkę mamy zrobione jedno pranie. Mama sobie chwali, a jest to osoba naprawdę wymagająca. Dlatego jeżeli nadal nie znalazłaś idealnego środka piorącego to polecam wypróbować kapsułki Vizir Alpine Fresh do kolorów i białego. :-)

Działanie kapsułek oceniam w skali 10 na 10 i polecam. 






























poniedziałek, 15 maja 2017

Jak przełamałam się do noszenia okularów korekcyjnych?

Jedni je uwielbiają, a drudzy nie mogą na nie patrzeć. O czym mowa? Jak wskazuje tytuł mowa tu o okularach korekcyjnych. Zanim jednak przekonałam się do ich noszenia musiałam wcześniej przejść długą i wyboistą drogę. Jeszcze rok temu nie wyobrażałam sobie siebie w okularach, bo zwyczajnie nie lubiłam mieć nic na nosie. Jak to się jednak stało, że obecnie nie wyobrażam sobie bez nich nawet wyjścia do sklepu? O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie...

Tak naprawdę moje problemy ze wzrokiem zaczęły się już w szkole podstawowej, czyli wiele lat temu. Wada wzroku nie była wtedy jakaś duża, ale po jakimś czasie olałam temat i moje pierwsze okulary poszły w odstawkę. Nie pomogły tu nawet prośby ze strony mamy, że to dla mojego dobra. Ponosiłam okulary jakiś krótki okres czasu i po prostu z dnia na dzień przestałam je zabierać ze sobą do szkoły. Z kolejnymi było podobnie, ale starałam się do nich zmusić na siłę. Robiłam to ze względu na mamę, żeby nie było jej przykro, że wydała tyle pieniędzy na ich zakup. Po przerwie dość często do nich wracałam. Jednak ostatecznie przegrałam walkę z okularami po raz drugi. Obie te pary okularów miałam w podstawówce. Jedne nosiłam jak chodziłam do 1-3, a drugie w 4-6. Tak naprawdę żadne z nich na zagrzały na moim nosie miejsca na dłużej. Można by rzec, że miałam długą przerwę od okularów, ponieważ moje 3 okulary mama zakupiła mi dopiero w szkole średniej. W momencie, w którym musiałam już mrużyć oczy, żeby przeczytać cokolwiek z tablicy i z małej wady nagle zrobiło się -1,5 na każde oko. 

Nie jest to jakaś ogromna wada, ale jednak słabszy wzrok dał o sobie znać nie tylko w szkole. W pewnym momencie miałam problem, żeby przeczytać cokolwiek na ekranie telewizora. Jeżeli chodzi o 3 podejście to było nieco lepiej. Okulary nosiłam częściej, ponieważ wybierałam je świadomie. Podobały mi się oprawki i lepiej się w nich czułam. Nawet jak nie nosiłam ich codziennie to w szkole od poniedziałku do piątku musiałam je mieć przy sobie. Zdarzało się nawet, że zabierałam je ze sobą później na uczelnię. Jednak z czasem moda się zmieniła, a ja nie nosiłam ich nigdzie indziej poza szkołą. Znowu zaczęły się awantury ze strony mamy i partnera, że mrużę oczy. Jednak do sedna. W ubiegłym roku byłam ze swoim narzeczonym w galerii w Toruniu. Zaczepiła nas kobitka, która za darmo badała wzrok. W sumie to się zgodziliśmy, bo jak za darmo to czemu by nie zbadać sobie wzroku? Jednak najbardziej co mnie przeraziło to wynik. Na jedno oko wyszło bodajże -2, a na drugie -2,25. Przeraziłam się niemiłosiernie i od razu zadzwoniłam do mamy, że to niemożliwe. 

Od razu zapisałam się prywatnie do okulisty, bo wiadomo to tylko badanie przeprowadzone przez jakąś babkę, która nie jest lekarzem. Poszłam więc na umówioną wizytę i okazało się, że z moimi oczami nie jest tak źle. Okulistka powiedziała, że spokojnie mogę nosić okulary -1,5 z czego na jednym ze szkieł mam cylinder -0,25. Generalnie wada jest taka sama łącznie po -1,5 na każde oko. Miałam możliwość, żeby przepisać mi okulary na mocniejsze szkła -1,75, ale po co? Takie na razie mi starczą, a jak wzrok się pogorszy to pójdę po receptę na mocniejsze szkła. Okulary wyrobiłam i noszę je dokładnie od 30 sierpnia 2016 roku nieprzerwanie. Nie wiem jakim cudem. Ja przeciwniczka okularów? Być może jest to spowodowane tym, że się wystraszyłam po tej sytuacji w galerii. Być może pieniądze, które musiałam za nie wyłożyć z własnej kieszeni? Nie wiem. Wydaje mi się, że czasami jest nam potrzebny taki wstrząs. Mi udało się za 4 razem przekonać do okularów i trzymam kciuki, żeby i tobie się udało. Jeżeli znasz osobę, która ma podobny problem to podeślij jej link do tego wpisu. Może łatwiej będzie jej się z nimi zmierzyć... :-)


















piątek, 5 maja 2017

Kuracja uszczelniająca naczynka z witaminą K od DermoFuture Precision.

Dzisiejszy wpis będzie poświęcony nowości, która całkiem niedawno weszła na rynek. Jest to kuracja uszczelniająca naczynka na twarzy z witaminą K od DermoFuture Precision. Zdecydowałam się przetestować ją z tego względu, ponieważ sama mam problem z naczynkami na twarzy. Jak się sprawdziła? O jej plusach i minusach przeczytacie poniżej.

Pierwszą rzeczą jaką sprawdzam od razu to zapach danego kosmetyku. Jest to coś bardzo ważnego, ponieważ w większości przypadków to on decyduje o tym, czy dany produkt kupimy. Jeżeli chodzi o zapach kuracji to nie jest zły, ale też nie do końca jestem do niego przekonana. Oceniam go w skali 3 na 5. Pomimo tego, że zapach nie do końca mi odpowiada postanowiłam jednak dać kuracji szansę się wykazać. Kosmetyk mieści się w niewielkiej buteleczce, w której znajduję się pipeta do dozowania odpowiedniej dla nas ilości. Ja osobiście po nałożeniu kuracji miałam wrażenie, że produkt wysusza moją skórę na twarzy. Choć jego konsystencja przypomina tłustą oliwkę do ciała. Ogólnie rzecz biorąc na opakowaniu producent podaje, że po wyschnięciu produktu należy nałożyć krem na twarz. Ja nakładam swój ulubiony krem nawilżający od Sayen i powiem Wam, że skóra wbrew pozorom nie przypomina tłustej maski. 

Co do funkcji, którą kuracja powinna spełniać to efekt nie był jakiś spektakularny, ale różnica minimalna była i szło ją zauważyć gołym okiem. Jeżeli chodzi o naczynka to kuracja nie zdziałała wielkich cudów. Natomiast zaczerwienienia minimalnie wyjaśniały przez co jestem pod wrażeniem. Wiadomo, że kosmetyk to nie zabieg w klinice i nawet nie wypada nam tego w ten sposób porównywać. Jednak są na tym świecie osoby, które myślą, że po użyciu kremu na zmarszczki będą miały twarz jak po liftingu. Kochani tak się nie da i należy być tego świadomym. Wracając jednak do tematu dzisiejszego wpisu. Za około 25 zł mamy do wykorzystania 20 ml produktu, którego tak naprawdę wystarczy nam niewielka ilość na raz. Moja ocena ogólna wynosi 4 na 5. Warto wypróbować tym bardziej, że cena nie zabija. Podejrzewam, że dostaniecie ją w Rossmannie lub na stronie producenta. :-)












wtorek, 11 kwietnia 2017

Wiosenne nawilżanie z zestawem od Sayen.

Czy zastanawiałaś się co może sprawić, że Twoja skóra po zimie na nowo stanie się nawilżona i promienna? Jeżeli tak to dobrze trafiłaś/eś! W dzisiejszym wpisie pokażę Ci produkt, który od razu podbił moje serducho. Wykonałam go na sobie już dwa razy i jestem nim zachwycona!

Będąc w ubiegłym roku w grudniu na spotkaniu blogerskim w Poznaniu poznałam wiele firm, o których istnieniu nie miałam nigdy wcześniej bladego pojęcia. Jedną z nich jest firma Sayen, która produkuje wysokiej klasy kosmetyki oparte na wyselekcjonowanych składnikach aktywnych. Każdy znajdzie u nich coś dla siebie, ponieważ firma w swoim asortymencie posiada kosmetyki dopasowane do każdego typu cery. Moja skóra po zimie pomimo stosowania przeze mnie przeróżnych kremów nie była dostatecznie nawilżona. Dlatego zdecydowałam się przetestować zestaw intensywnie nawilżający, który otrzymałam na spotkaniu. Na ulotce, która znajdowała się w środku opakowania znalazłam wszystkie potrzebne informacje do wykonania zabiegu. Każda z tubek była też dodatkowo ponumerowana, żeby się nie pomylić przy nakładaniu. 

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było oczyszczenie twarzy z makijażu i wszelkich zanieczyszczeń dnia codziennego. Po tej czynności nałożyłam całość tubki z zawartością peelingu na twarz. Powiem szczerze, że piekło i swędziało niemiłosiernie i miałam ochotę od razu zmyć go z twarzy. Jednak była to normalna reakcja, ponieważ w ulotce znajdowała się informacja o tym, że może wystąpić uczucie pieczenia. Peeling należało trzymać na twarzy od 5 do 10 minut, a następnie zmyć go za pomocą włókniny dołączonej do opakowania. Po zmyciu peelingu zauważyłam już ogromną różnicę, ale to nie koniec. Kolejną wykonaną przeze mnie czynnością było nałożenie całej tubki z numerem dwa, w której znajdowała się maska. 

Maskę należało trzymać nieco dłużej niż peeling, a dokładniej jakieś 15 do 20 minut. Jednak była to dla mnie sama przyjemność, ponieważ jej zapach był przyjemny i delikatny. Podobnie jak peeling maskę należało także zmyć z twarzy włókniną, którą uprzednio należało zmoczyć w ciepłej wodzie. Ostatnim etapem było nałożenie kremu na twarz, który doskonale zakończył cały zabieg. Krem bardzo ładnie pachnie i nie zostawia po sobie tłustych śladów. Ogólnie zestawy zabiegowe od jakiegoś czasu są dostępne jedynie dla specjalistów do profesjonalnej pielęgnacji skóry. Mimo wszystko polecam wypróbować inne produkty tej marki, które dostaniecie na ich stronie lub w wybranych gabinetach medycyny estetycznej. Sam zestaw oceniam w skali od 1 do 10 na 9 ze względu na to, że jest dostępny jedynie dla salonów kosmetycznych. :-(