wtorek, 15 listopada 2016

Jak zadbać o suchą skórę jesienią?

Z racji tego, że na dworzu robi się coraz zimniej, a nasza skóra domaga się nawilżenia i ochrony. Postanowiłam podzielić się z Wami wrażeniami, jakie zrobiły na mnie dwa kosmetyki firmy Hegron. W mojej blogowej karierze po raz pierwszy miałam styczność z ich produktami. Jeżeli jesteście ciekawi jak się spisały to zapraszam do lektury.

Jesień od zawsze była specyficzną porą roku. Jedni ją kochają za wielorakość barw i darów jakie ze sobą niesie. Szczególnie małe dzieci ją uwielbiają za te kasztany i sterty kolorowych liści, w których mogą się beztrosko wytarzać. Znajdą się i tacy, którzy nie lubią jej za zimny wiatr z deszczem i za to, że na dworze już o 17:00 jest ciemno. Niezależnie od tego, co o niej myślimy nasza skóra w tym okresie jest narażona na wysuszenie. Jest również sposób, aby temu zaradzić. Pierwszym produktem, który chciałabym Wam krótko przedstawić jest krem do ciała Uiercreme. Jest to krem nadający się zarówno do pielęgnacji skóry suchej, a także spękanej. Ja osobiście używam go zaraz po ogoleniu nóg, ponieważ oprócz nawilżania pełni on funkcje odkażające. Dlatego nawet jak się zatnę mam pewność, że nic nie będzie mnie szczypało po tym jak naniosę go na skaleczoną powierzchnię skóry. Ostatnio moja siostra odmroziła sobie obie dłonie i dzięki niemu wszystko wróciło do normy. Produkt nie zostawia tłustych plam i ma bardzo delikatny zapach, który dla mnie jest słabo wyczuwalny. Cena za 350 ml takiego kremu jest dość niska i wynosi około 13 zł. 

Drugim produktem, który zamawiałam był szampon. Niestety z pewnych przyczyn nie dotarł on do mnie, a przyszedł za to żel do mycia dla dzieci. Kids Big City jest to żel o zapachu egzotycznych owoców. Chociaż mi osobiście przypomina on delikatny zapach gruszek. Płyn dobrze się pieni, nie podrażnia skóry, nie wysusza jej i nie uczula. Zresztą używa go również moja 8 letnia siostra do kąpieli więc musicie mi uwierzyć na słowo w to co piszę. Mydełko pod prysznic jest przeznaczone dla dzieci już od 3 roku życia jak i również dla dorosłych. Płyn został przebadany dermatologicznie dlatego możecie go używać bez żadnych obaw. Ogromną zaletą żelu do mycia jest również to, że posiada on wygodny dozownik. Dzięki temu łatwiej jest nam wycisnąć potrzebną ilość żelu na gąbkę. Cena za opakowanie, w którym znajduje się aż 950 ml wynosi około 15 zł. Warto go zakupić tym bardziej, że w sklepach o wiele mniejsze opakowania 400 ml kosztują prawie tyle samo co ten duży żel. W skali od 1 do 10 płyn oceniam na 10. Natomiast krem do ciała oceniam na 8 ze względu na słabo wyczuwalny zapach, o którym wcześniej wspomniałam. 

Jeżeli macie młodsze rodzeństwo, albo dziecko powyżej 3 lat to na Mikołaja taki żel będzie jak znalazł. Zresztą Wy też przy okazji będziecie mogli z tego skorzystać. :-)

Poniżej podałam strony, na których znajdziecie oba kosmetyki:

- http://www.maxdrogeria.pl/hegron-mydlo-w-plynie-kids-big-city-950ml-p10054?gclid=CjwKEAiAgavBBRCA7ZbggrLSkUcSJACWDexAL_sL3W6DmEAJo2cd10KVLf5rxjMnNZL0Vf76Q_GhhhoCNVfw_wcB
- http://allegro.pl/hegron-uiercreme-krem-do-ciala-skora-sucha-350ml-i6431764931.html







wtorek, 1 listopada 2016

Jak wydłużyłam i zagęściłam rzęsy bez wizyty u kosmetyczki?

W dzisiejszym wpisie chciałabym pokazać Wam jak sprawdziło się u mnie hipoalergiczne serum do rzęs od INVEO. Testowanie odbyło się w ramach TEST KLUB ONLY YOU. Dlatego jeżeli jesteście ciekawi jakie efekty udało mi się uzyskałać stosując wyżej wymieniony produkt to zapraszam do czytania recenzji...

Obecnie, w dobie chodzących ideałów i nieskazitelnej urody wielu z nas zaczyna popadać w kompleksy. Osoby mające pieniądze mogą zmienić praktycznie wszystko w swoim wyglądzie. Poczynając od poważnej operacji zmiany kształtu nosa kończąc na mniej groźnym dla zdrowia przedłużaniu rzęs. Jeżeli ktoś nie dysponuje dużymi funduszami może ratować się produktami zakupionymi w drogerii lub tymi domowej roboty. Wiadomo, że kosmetyki nie zmienią nam w cudowny sposób kształtu nosa i nie zlikwidują cellulitu po pierwszym użyciu. Jednakże systematyczne wmasowywanie kremu na cellulit może znacząco poprawić wygląd naszej skóry. Natomiast nos możemy optycznie pomniejszyć wykonując odpowiedni makijaż, który zamaskuje naszą niedoskonałość. Wygląd nie jest najważniejszy, ale to dzięki niemu czujemy się piękniej i pewniej. Oczywiście dzisiejszy wpis nie będzie o operacjach plastycznych, a o serum do rzęs, o którym wspomniałam już na samym początku wpisu. 

Wiele kobiet na całym świecie walczy o gęste i długie rzęsy, które stanowią piękną oprawę naszego oka. Oprócz tego pełnią one funkcję ochronną, ponieważ uniemożliwiają one dostawanie się do oczu różnych paprochów. Większość z Was zapewne pomyśli, że po co się tak męczyć. Można przecież iść kupić sobie rzęsy za kilka złotych w sklepie i doczepić. Niby tak, ale są osoby uczulone na klej do sztucznych rzęs. Dlatego takie serum zostało stworzone właśnie dla nich. Jest ono hipoalergiczne przez co nie podrażnia nam oczu i nie uczula. Początkowo byłam bardzo sceptycznie nastawiona do takiego serum. Nie wierzyłam po prostu, że jakiś biały płyn zagęści, przyciemni i wydłuży moje rzęsy. Do momentu aż niedawno sama zaczęłam zauważać różnice. Oczywiście bez bicia się przyznam, że kilka razy zapomniałam go użyć, ale mimo wszystko rzęsy mocno się zagęściły co dostrzegłam gołym okiem. Zawartość serum 3,5 ml starczy nam aż na 3 miesiące kuracji. Ja oczywiście używam go trochę krócej bo jakieś 1,5 miesiąca, ale już widzę efekty co mnie mocno zdziwiło. 

Produkt należy stosować najlepiej codziennie o tej samej porze. Nakładając serum pędzelkiem wystarczy nałożyć jedną warstwę na powiekę górną i dolną obu oczu. Z racji tego, że serum jest bezbarwne nie musimy się obawiać, że zostawi nam jakieś niechciane plamy na powiece. Dodam również to, że dzięki serum zauważyłam, że moje rzęsy stały się mocniejsze i nie wypadają jak przed jego użyciem. Powinniśmy również pamiętać, żeby przed nałożeniem serum nie nakładać żadnego kremu ani niczego innego. Ja zazwyczaj nakładałam je sobie na noc, ponieważ tak mi było wygodniej.Jeżeli chcemy zachować efekt nie powinniśmy przerywać kuracji. Oczywiście przy zakupie drugiej buteleczki nie trzeba stosować serum codziennie, a wystarczy je nakładać jedynie co 2-3 dni. Koszt takiego produktu to około 60 zł, więc nie tak mało. Możecie go dostać w Rossmanie i drogerii Natura. Mimo wszystko polecam, a zresztą sami zobaczcie i oceńcie efekty na podstawie poniższych zdjęć. W skali od 1 do 10 produkt oceniam na mocne 8.

Jeżeli chcecie zamówić serum to zapraszam tutaj:


Zdjęcia rzęs przed rozpoczęciem kuracji:



Aktualne zdjęcia moich rzęs:





czwartek, 20 października 2016

Piękno tkwi w szczegółach, czyli patera od MyGiftDna.pl

Cześć. W dzisiejszym wpisie pochwalę się Wam przepiękną paterą, którą otrzymałam w ramach współpracy od MyGiftDna.pl. Od razu po otworzeniu pudełka z paterą moje oczy pokryły się łzami. Większość z Was pomyśli sobie, że co jest takiego szczególnego w paterze? Jeżeli przeczytacie wpis do końca to się dowiecie. Tym bardziej, że od pewnego czasu powoli kolekcjonuję rzeczy do swojego przyszłego mieszkania i każda nawet najmniejsza rzecz kupiona z myślą o własnym kącie wywołuje u mnie radość, ale akurat w przypadku patery pojawiły się łzy...

Firma MyGiftDna.pl jest to sklep, w którym zaopatrzysz się w różnego typu przedmioty. W większości przypadków są tam rzeczy głównie dla domu. Można tam znaleźć deski do krojenia z wybranym przez nas cytatem, patery, kieliszki do wina i szampana, wałki do ciasta z wzorami, kubki dla par, portfele, a także wiele innych i równie pięknych rzeczy. Strona jest też idealna dla osób, które nie wiedzą co mogłyby kupić osobie bliskiej na urodziny lub inną okazję. Ja od jakiegoś czasu poszukuję chlebaków ceramicznych, desek do krojenia i pater. Dlatego firma, która postanowiła rozpocząć ze mną współpracę spadła mi dosłownie z nieba. Tym bardziej, że w internecie jest wiele pięknych rzeczy jeżeli chodzi o dom. Tylko, że zwyczajnie nie stać mnie na nie i nie ma tu co ukrywać, ale wróćmy do tematu. Patera, którą dostałam od MyGiftDna.pl na pierwszy rzut oka nie wygląda na nadzwyczajną, a więc co takiego mnie w niej urzekło i sprawiło, że popłynęły mi łzy na jej widok? Do łez głównie doprowadził mnie napis wygrawerowany laserowo na paterze. Widnieje na niej imię narzeczonego i moje, a także data od kiedy jesteśmy razem i odciski palców, które układają się w kształt serca. 

Po tym jak ochłonęłam wysłałam zdjęcie mojemu narzeczonemu, żeby mu pokazać jaką piękną paterę mam, a właściwie mamy. Mój mężczyzna stwierdził, że już na całe życie będzie nam starczyła i ma rację. Dodatkowo już wiem, że pierwszą rzeczą jaka stanie na paterze będzie tort bezglutenowy. Planuję zrobić go na naszą 6 rocznicę, która wypada nam akurat za tydzień. Przepis oczywiście wstawię na bloga także spokojnie. Produkt jest solidnie wykonany ze szkła, które jest o 2-3 razy bardziej odporne na uszkodzenia niż porcelana o podobnej grubości. Dużym jej plusem jest również to, że ma ona dość dużą średnicę bo aż 32 cm i wysokość 11,5 cm. Jej uniwersalny wygląd wkomponuje się w praktycznie każde pomieszczenie. Swoistego uroku paterze dodaje falbanka oplatająca jej brzeg. Cena jest adekwatna do jej wykonania. Koszt takiej patery to jedynie i aż 119,99 zł. Mimo wszystko zachęcam do jej kupna z ręką na sercu, ponieważ jest to wydatek jednorazowy i na całe życie także naprawdę warto zainwestować w coś takiego. Jeszcze zanim do mnie trafiła martwiło mnie jedynie to, że patera może dojechać w kawałkach, ale karton z nią był tak grubo owinięty w folię bąbelkową, że ciężko było mi się do niej dokopać. 

Profesjonalna robota i wykonanie jeżeli chodzi o samą paterę jak i o jej zabezpieczenie w czasie dowozu. Całokształt w skali od 1 do 10 oceniam śmiało na 11! :-)


Jeżeli jesteście zainteresowani jej zakupem to zapraszam tutaj:

- https://mygiftdna.pl/Patera/Fingerprints













środa, 19 października 2016

Jesienny przepis na fit placuszki dyniowo-ziemniaczane!

Cześć. Dziś postanowiłam podzielić się z Wami świetnym przepisem na placuszki dyniowo-ziemniaczane. Ogólnie dotychczas dynię miałam okazję jeść jedynie w formie zupy krem. Natomiast dzisiaj postanowiłam to zmienić i upiekłam takie oto placuszki fit w piekarniku bez dodawania oleju. Jeżeli jesteś osobą, której szkodzą rzeczy tłuste i uwielbiasz zajadać się warzywami to ten wpis jest właśnie dla Ciebie.

Przepis, który za chwilę podam wykonasz samemu bez większych problemów. Dlatego dużym jego plusem jest właśnie to, że nie potrzebujesz ogromnego talentu kulinarnego i specjalnych narzędzi kuchennych. Jest to fajna odmiana i opcja zastępcza dla tradycyjnych placków ziemniaczanych, smażonych najczęściej przez nasze mamy i babcie na tłustym oleju, który niekoniecznie jest dobry dla naszego organizmu. Uważam, że jesień pomimo swojej smutnej aury posiada również dary, z których powinniśmy korzystać. Jednym z takich darów jest właśnie dynia i nie jest to warzywo wielosezonowe. Dlatego tym bardziej powinniśmy to docenić. Produkty do wykonania placuszków dostaniecie praktycznie w każdym markecie. Jeżeli chodzi o dynię radziłabym raczej kupić ją od osób prywatnych z targowiska, ponieważ mamy wtedy większą pewność, że u nich warzywa są lepszej jakości i przede wszystkim są świeże. Ja dyni na szczęście nie muszę kupować, ponieważ dziadek przynosi mi ją z działki, ale do rzeczy. 

Potrzebne Ci będzie:

- Tarka,
- Ostry nóż,
- Łyżka do nakładania placków,
- Papier do pieczenia,
- Blaszka,
- Pół małej dyni,
- Trzy średniej wielkości ziemniaki,
- Kawałek cebulki do smaku
- Szczypta soli,
- Szczypta pieprzu,
- Jedno lub dwa jajka. Jeżeli boisz się o podwyższony cholesterol możesz użyć samego białka z 2-3 jajek,
- Trochę mąki. Oczywiście wybierz sobie taką jaka Ci najbardziej odpowiada,


1) Na początku należy oczyścić środek dyni z gniazd nasiennych. Po oczyszczeniu dyni z niepotrzebnych rzeczy należy pokroić ją na mniejsze kawałki i obrać z nich twardą skórę zewnętrzną. Następnie należy zetrzeć dynię na tarce na grubych oczkach. To samo należy zrobić z trzema średniej wielkości ziemniakami i kawałkiem cebulki, który dodałam do smaku. Oczywiście momentu jak ścieram dynię, ziemniaki i cebulkę nie pokazałam, bo nie byłby to za ciekawy widok. :-D 


2) Następnie należy dodać 2 jajka, ale jedno też wystarczy. Jeżeli jesteś osobą starszą i boisz się o cholesterol to zamiast całych jajek możesz dodać same białka z 3 jajek.


3) Kolejno dodajemy szczyptę soli, szczyptę pieprzu i inne ulubione przez nas przyprawy. Następnie należy dodać około 6-8 łyżek mąki. Oczywiście to jaką mąkę dodamy to wyłącznie nasza decyzja. Ja dodałam jakąś najzwyklejszą. Dlatego, że kiedyś już miałam nauczkę jak wybrałam mąkę typu bio i znalazłam w niej robaki. Widać, że sama natura skoro robaki się w niej zalęgły, ale wróćmy do tematu. :-D 



4) Konsystencja w misce powinna być lepka. Nie może być ona wodnista, ale i nie może w niej stać łyżka na baczność. 


5) Kiedy już wszystko jest gotowe należy na blaszkę położyć papier do pieczenia. Przygotowaną chwilę wcześniej masę nakładamy na blaszkę i formujemy w placki. Ja polecam średniej grubości lub cienkie, ponieważ grube może Ci być ciężko później obrócić i mogą być w środku surowe. W rozgrzanym piekarniku należy je piec około 8-10 minut w 180 stopniach z jednej strony i po tym czasie odwracamy je na drugą stronę i pieczemy tyle samo. Po wyciągnięciu ich z piekarnika najlepiej zjeść je od razu, bo wiadomo, że odgrzewane nie smakuje już tak samo. Smacznego! :-)



Warto też pamiętać, że przepis warto modyfikować po swojemu. To znaczy, że jeżeli nie lubisz cebuli to jej nie dodawaj, bo nie ma nic gorszego niż zmuszanie się do czegoś. Dodaj coś co Ci smakuje i coś, co według Ciebie będzie bardziej pasować do przepisu. :-)