poniedziałek, 15 maja 2017

Jak przełamałam się do noszenia okularów korekcyjnych?

Jedni je uwielbiają, a drudzy nie mogą na nie patrzeć. O czym mowa? Jak wskazuje tytuł mowa tu o okularach korekcyjnych. Zanim jednak przekonałam się do ich noszenia musiałam wcześniej przejść długą i wyboistą drogę. Jeszcze rok temu nie wyobrażałam sobie siebie w okularach, bo zwyczajnie nie lubiłam mieć nic na nosie. Jak to się jednak stało, że obecnie nie wyobrażam sobie bez nich nawet wyjścia do sklepu? O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie...

Tak naprawdę moje problemy ze wzrokiem zaczęły się już w szkole podstawowej, czyli wiele lat temu. Wada wzroku nie była wtedy jakaś duża, ale po jakimś czasie olałam temat i moje pierwsze okulary poszły w odstawkę. Nie pomogły tu nawet prośby ze strony mamy, że to dla mojego dobra. Ponosiłam okulary jakiś krótki okres czasu i po prostu z dnia na dzień przestałam je zabierać ze sobą do szkoły. Z kolejnymi było podobnie, ale starałam się do nich zmusić na siłę. Robiłam to ze względu na mamę, żeby nie było jej przykro, że wydała tyle pieniędzy na ich zakup. Po przerwie dość często do nich wracałam. Jednak ostatecznie przegrałam walkę z okularami po raz drugi. Obie te pary okularów miałam w podstawówce. Jedne nosiłam jak chodziłam do 1-3, a drugie w 4-6. Tak naprawdę żadne z nich na zagrzały na moim nosie miejsca na dłużej. Można by rzec, że miałam długą przerwę od okularów, ponieważ moje 3 okulary mama zakupiła mi dopiero w szkole średniej. W momencie, w którym musiałam już mrużyć oczy, żeby przeczytać cokolwiek z tablicy i z małej wady nagle zrobiło się -1,5 na każde oko. 

Nie jest to jakaś ogromna wada, ale jednak słabszy wzrok dał o sobie znać nie tylko w szkole. W pewnym momencie miałam problem, żeby przeczytać cokolwiek na ekranie telewizora. Jeżeli chodzi o 3 podejście to było nieco lepiej. Okulary nosiłam częściej, ponieważ wybierałam je świadomie. Podobały mi się oprawki i lepiej się w nich czułam. Nawet jak nie nosiłam ich codziennie to w szkole od poniedziałku do piątku musiałam je mieć przy sobie. Zdarzało się nawet, że zabierałam je ze sobą później na uczelnię. Jednak z czasem moda się zmieniła, a ja nie nosiłam ich nigdzie indziej poza szkołą. Znowu zaczęły się awantury ze strony mamy i partnera, że mrużę oczy. Jednak do sedna. W ubiegłym roku byłam ze swoim narzeczonym w galerii w Toruniu. Zaczepiła nas kobitka, która za darmo badała wzrok. W sumie to się zgodziliśmy, bo jak za darmo to czemu by nie zbadać sobie wzroku? Jednak najbardziej co mnie przeraziło to wynik. Na jedno oko wyszło bodajże -2, a na drugie -2,25. Przeraziłam się niemiłosiernie i od razu zadzwoniłam do mamy, że to niemożliwe. 

Od razu zapisałam się prywatnie do okulisty, bo wiadomo to tylko badanie przeprowadzone przez jakąś babkę, która nie jest lekarzem. Poszłam więc na umówioną wizytę i okazało się, że z moimi oczami nie jest tak źle. Okulistka powiedziała, że spokojnie mogę nosić okulary -1,5 z czego na jednym ze szkieł mam cylinder -0,25. Generalnie wada jest taka sama łącznie po -1,5 na każde oko. Miałam możliwość, żeby przepisać mi okulary na mocniejsze szkła -1,75, ale po co? Takie na razie mi starczą, a jak wzrok się pogorszy to pójdę po receptę na mocniejsze szkła. Okulary wyrobiłam i noszę je dokładnie od 30 sierpnia 2016 roku nieprzerwanie. Nie wiem jakim cudem. Ja przeciwniczka okularów? Być może jest to spowodowane tym, że się wystraszyłam po tej sytuacji w galerii. Być może pieniądze, które musiałam za nie wyłożyć z własnej kieszeni? Nie wiem. Wydaje mi się, że czasami jest nam potrzebny taki wstrząs. Mi udało się za 4 razem przekonać do okularów i trzymam kciuki, żeby i tobie się udało. Jeżeli znasz osobę, która ma podobny problem to podeślij jej link do tego wpisu. Może łatwiej będzie jej się z nimi zmierzyć... :-)